Aktualności

Wywiad z Thomasem Conradem

o odkrywaniu jazzu i kondycji gatunku, muzycznych olśnieniach, pracy krytyka, wizycie w Polsce i wrażeniach po konkursie gitarowym im. Jarka Śmietany Agnieszce Grochowicz opowiedział jeden z czołowych amerykańskich krytyków jazzowych, Thomas Conrad.

Jak się to wszystko zaczęło? Skąd w Twoim życiu wzięła się muzyka?

Wiesz, aby odpowiedzieć na Twoje pytanie muszę sięgnąć pamięcią wiele lat wstecz. Pamiętam, że kiedy miałem jakieś 15 lat wszedłem do sklepu z płytami w mieście, w którym mieszkaliśmy, a były to czasy, w których zanim kupiłeś płytę mogłeś jej wcześniej posłuchać. Słyszałem o Davie Brubecku, nie wiedziałem o nim zbyt wiele, a sklep ten właśnie umożliwiał przesłuchanie płyty na słuchawkach przed zakupem tak, aby nie przeszkadzać innym. Włączyłem więc płytę Brubecka zatytułowaną „Brubeck Time” i usłyszałem utwór „Audrey” z Paulem Desmondem na saksofonie altowym. Słuchałem tego utworu po raz pierwszy w życiu i jedyne, do czego mogę tak naprawdę to doświadczenie porównać to baśń o fleciście z Hamelin. Usłyszenie Flecisty pozostawiało cię bez wyboru, po prostu musiałeś za nim podążać. Ten dźwięk poruszył mnie na jakiejś płaszczyźnie w taki sposób, że zdałem sobie sprawę z tego, że odnalazłem w życiu coś, o czego istnieniu wcześniej nie wiedziałem, a co zaprowadziło mnie później do Brubecka, Desmonda, Milesa Davisa i Billa Evansa i Johna Coltrane'a - zapoczątkowało całą tę długą podróż. I myślę, że tamta chwila w sklepie to był właśnie początek.

Jakiej muzyki słuchasz obecnie? Czy to tylko jazz czy może jeszcze jakieś inne gatunki, na przykład klasyka?

Chyba jest tak, że ja specjalizuję się w konkretnej dziedzinie muzyki w porównaniu z innymi osobami, które znam. W latach '60 i '70 zaangażowałem się silnie w muzykę rockową, podobnie zresztą, jak wszyscy znajomi, ponieważ to była wtedy część kultury, część świata, w którym żyliśmy. Ale tak naprawdę przez większość mojego życia byłem skoncentrowany na jazzie. Muszę też przyznać, że na przykład czasami, kiedy rozmawiam z innymi osobami, innymi krytykami, muzykami, melomanami, czuję się ignorantem w dziedzinie muzyki poważnej...tylu z nich wydaje się o wiele bardziej zorientowanymi w tej dziedzinie niż ja. Duża część mojej ekspozycji na muzykę poważną odbyła się (co może wydać się dziwne), poprzez jazz oraz jazz z wpływami muzyki klasycznej – gatunek czasami nazywany muzyką trzeciego nurtu. Bardzo go lubię i mocno się w niego wciągnąłem. Ale to takie wejście tylnymi drzwiami do klasyki...

A gdybyś miał wymienić swoich mistrzów muzycznych?

Myślę, że najważniejszym dla mnie muzykiem, jeśli miałbym wybrać jednego, byłby Bill Evans. Pamiętam, że kiedyś czytałem wypowiedź wspaniałego krytyka o nazwisku Gene Lees, który opowiadał, jak w latach '50 szedł ulicą, w czasach, kiedy sklepy muzyczne puszczały muzykę przez głośniki na ulicę, aby zachęcić klientów do wejścia do środka. Usłyszał fortepian, nie wiedział co to było, wszedł do sklepu, i koniec końców zakupił płytę Billa Evansa – myślę, że to był „Portrait in Jazz”. Zabrał ją do domu i o 3 nad ranem zorientował się, że nadal jej słucha. I powiedział „Do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ktoś jeszcze nosi w sobie takie emocje jak ja”. Bardzo się z tą wypowiedzią utożsamiłem, bo tym właśnie był dla mnie Evans ...usłyszeć tę muzykę i zdać sobie sprawę z tego, że wbrew temu, co myślałeś, nie tylko ty doświadczasz tych emocji....Tak więc Evans jest dla mnie znaczącą postacią, Miles Davis jest dla mnie ważny, John Coltrane wywarł na mnie duży wpływ wprowadzając mnie w bardziej awangardowy jazz...Dużo później, kiedy już byłem krytykiem muzycznym i czynnym dziennikarzem piszącym o muzyce, odkryłem przez jego nagrania dla ECM-u muzyka o nazwisku Tomasz Stańko. Jedną z wspaniałych rzeczy, które umożliwił mi mój zawód, było poznanie go, kiedy pisałem o nim długi artykuł dla pisma The Stereophile, z którym jestem związany. Stańko przyjechał do Seattle, miasta w którym mieszkam, z koncertem. Przyjechał także do mnie do domu i spędziliśmy cały dzień robiąc wywiad - oczywiście przyjechali także fotografowie, którzy robili mu zdjęcia, i tak dalej. Zbliżyliśmy się i utrzymywaliśmy regularny kontakt. Jego muzyka poruszała mnie na takim poziomie jak niewiele innych. Jego odejście było druzgocące, nie byłem na nie przygotowany. To niewyobrażalna strata dla świata jazzu. 

Czy uważasz siebie za krytyka czy dziennikarza muzycznego? A może i jedno i drugie? Czy Twoim zdaniem jest jakaś różnica między tymi pojęciami?

To bardzo ciekawe pytanie, ponieważ uważam, że j e s t różnica między działalnością krytyczną (w jakimkolwiek gatunku sztuki), a dziennikarską. Krytyk znajduje się o poziom wyżej. Dziennikarz może mieć do powiedzenia pouczające, interesujące, a nawet barwne rzeczy na temat dzieła sztuki, ale krytyk, rozważając dzieło sztuki jest w stanie umieścić je w odpowiednim kontekście historyczno-estetycznym i w ten sposób je "oświetlić". Jednym słowem, bycie krytykiem wymaga szerokiej wiedzy, aby umieścić dzieło sztuki w kontekście innych dzieł i ogólnego rozwoju sztuki poprzedzającego lub następującego później, włączając w to także dzieła tego samego artysty. Krytyk musi także posiadać wiedzę, instynkt i potrzebę zaoferowania kompetentnej opinii na temat wartości dzieła, jego sukcesów i porażek, w tym tego, gdzie się plasuje na tle całości twórczej działalności artysty, a także pracy innych artystów w obrębie tego samego gatunku i czasu. Moim dążeniem jest bycie krytykiem, raczej niż dziennikarzem. Czy mi się to udaje - pozostawiam ocenie innych.

Jakich wartości szukasz w muzyce? Czy Thomas Conrad, krytyk, szuka tego samego w muzyce, co Thomas, osoba prywatna?

Myślę, że wartość, której szukam w muzyce (i każdym innym rodzaju sztuki) jest r o z p o z n a n i e. Kiedy dzieło sztuki wywołuje nadzieję, czy radość, strach, czy wgląd, czy nawet fizyczne doznanie, które rozpoznaję, ponieważ również go doświadczyłem, wtedy dzieło to staje się dla mnie ważne, ponieważ stawia moje własne doświadczenie w nowym świetle i staje się afirmacją naszego wspólnego człowieczeństwa. To prowadzi do drugiej części Twojego pytania, czy Tom Conrad, krytyk/dziennikarz szuka w muzyce tego samego, co Tom Conrad, osoba prywatna. Chcąc być szczerym w swojej odpowiedzi muszę przyznać się do czegoś: mimo, iż spełniam się w mojej działalności krytycznej, zakłóca ona moje „prywatne” słuchanie muzyki. Niestety rzadko jest tak, żebym po prostu siedział sobie i cieszył się muzyką jako taką. Muzyka jest obiektem mojej pracy, raczej niż po prostu czymś czego po prostu doświadczam.

Czy byłeś już kiedyś w Polsce?

Tylko raz, w 2011, na Letnim Festiwalu Jazzowym. Występował na nim właśnie wtedy Tomasz Stańko. To były czasy sprzed Konkursu Śmietany, więc byłem tu stricte z powodu Festiwalu. Miałem szczęście podróżować po całym świecie jeżdżąc na wydarzenia i festiwale jazzowe do wielu, wielu krajów europejskich, ale Kraków pozostał w mojej pamięci i zawsze chciałem tu wrócić...także na festiwal...to niesamowite miasto, które nie przypomina żadnego innego w którym byłem. Ma niepowtarzalny klimat.

Jak byś go opisał?

Próbowałem to uchwycić w artykule, który piszę o waszym konkursie. Nie jest to łatwe...Będąc Amerykaninem, ciekawie jest odwiedzać dawne kraje komunistyczne – i Polska rzecz jasna jest jednym z nich, ale jednocześnie różni się bardzo od innych wschodnio - europejskich krajów takich jak państwa dawnej Jugosławii, Rumunia, czy Czechy. Umieściłbym ją gdzieś pomiędzy włoskim romantyzmem, a post-komunistyczną surowością. To bardzo, bardzo interesujące i mam nadzieję, że uda mi się tu wrócić.

My również mamy taką nadzieję! To wspaniałe, że mogłeś nam towarzyszyć podczas Trzeciej Edycji Konkursu im. Jarka Śmietany. Czy podzielisz się z nami swoimi wrażeniami konkursowymi?

To było dla mnie nowe doświadczenie. Nigdy nie byłem zaangażowany w żaden konkurs jazzowy – nigdy o żadnym nie pisałem. Relacjonowałem wiele różnych okazji i wydarzeń jazzowych, w tym warsztaty studenckie i chyba oczekiwałem, że zastanę tu właśnie coś na kształt studenckich warsztatów, takich jak te słynne w Siennie we Włoszech. Stało się jednak zupełnie inaczej, ponieważ muzycy biorący udział w Konkursie byli na o wiele wyższym poziomie niż studenci uczestniczący w warsztatach. Ci muzycy są profesjonalistami rozpoczynającymi swoje kariery muzyczne i byłem zaskoczony wysokim poziomem każdego jednego muzyka, którego tu usłyszałem. Kiedy przyjechałem, odbywały się przesłuchania 11 półfinalistów. Wszyscy byli znakomici i jak już wspominałem, byłoby mi niezwykle trudno być jurorem w tym konkursie. Byłoby mi bardzo trudno zdecydować kto moim zdaniem był najlepszy, i następny, etc. Osoby, które konkurs wygrały zdecydowanie na to zasłużyły, żal mi było jednak tych, którym się nie udało, ponieważ każdy z nich zasługiwał na sukces w tym konkursie.

Jaka jest Twoja opinia na temat kondycji jazzu w dzisiejszych czasach? Mówi się, że jazz przechodzi kryzys, zamyka się kluby, etc.....?

To bardzo interesujące, szerokie i skomplikowane zagadnienie, ponieważ z jednej strony, nie ma wątpliwości, że jazz ma przed sobą poważne wyzwania – wiesz, wytwórnie płytowe właściwie już nie istnieją,a były wielkim wsparciem dla swoich artystów, nagrania jako takie nie sprzedają się dobrze, ponieważ internet, mimo wielu wspaniałych rzeczy, które wniósł w nasze życie, również i kilka rzeczy zniszczył, w tym właśnie przemysł nagraniowy i płytowy. Jazz nie należy do pop-kultury, nie jest produktem dla mas, jego widownia jest bardziej wyspecjalizowana. Tak więc w porównaniu ze światem popu publika jest mała, a muzycy muszą robić kariery w świecie w którym ta publika jest ograniczona. Taka jest prawda, może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Muzycy jazzowi mają przed sobą bardzo konkretne wyzwania. Z drugiej zaś strony, podczas gdy jazz jako biznes, jako przedsięwzięcie komercyjne znalazł się w trudnych okolicznościach, jazz jako gatunek sztuki kwitnie. Ponieważ ta publika, mimo że mała, jest bardzo oddana i na całym świecie są ludzie, którzy przechodzą przez doświadczenie podobne do tego, które miałem ja, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Paula Desmonda – słyszą muzykę i wiedzą, że muszą za nią podążać. W moim wypadku akurat nie jako muzyk, ale wszyscy, którzy decydują się na zostanie muzykami utrzymują ten gatunek sztuki przy życiu. To niezwykły gatunek sztuki, zrodzony oczywiście z afro-amerykańskiego doświadczenia w Stanach Zjednoczonych, ale który już dawno wykroczył poza ich granice i stał się muzyką światową. Tyle innowacji i energii w jazzie przychodzi teraz spoza Stanów Zjednoczonych, szczególnie z Europy! Najlepszym tego przykładem jest ten konkurs (Konkurs im. Jarka Śmietany) – zgłosiło się 40 muzyków z 20 różnych krajów – azjatyckich, europejskich, także ze Stanów...Nie sadzę aby ci ludzie podążali tą drogą dlatego, że mają nadzieję, że staną się sławni i bogaci, ale dlatego, że jazz poruszył ich serca więc oddają mu się z wielką rzetelnością i zamiłowaniem...Tacy właśnie ludzie utrzymują tę formę sztuki przy życiu. Uważam, że jazz jest bardzo zdrową formą sztuki, nawet jeśli nie jest zdrowy jako wieczne wyzwanie biznesowe.

Jakie są Twoje plany po-konkursowe? Gdzie teraz jedziesz?

Często, kiedy przyjeżdżam do Europy w lecie, mam bogate kalendarium festiwalowe. Tak też jest w tym roku. Jutro wyjeżdżam do Włoch, do Bolzano, gdzie odbywa się niezwykle interesujący festiwal o nazwie Sudtirol Festival znany także jako Festival Alto Adige. Jest to zaledwie 10-dniowe wydarzenie, którego dyrektor ma bardzo ciekawą koncepcję zapraszania przede wszystkim mało znanych muzyków. Bukuje wschodzące, młode, twórcze talenty, którym daje szansę zaprezentowania swojej muzyki przed publicznością. Dla mnie zatem jako dla krytyka jest to bardzo ciekawe doświadczenie – odkrywam porywających, nieznanych mi wcześniej artystów. Każdego roku festiwal ma inny narodowy motyw przewodni – w tym roku Hiszpanię i Portugalię, co oznacza, że pierwsze skrzypce grać będą artyści hiszpańscy i portugalscy. To będzie mój czwarty festiwal i uważam go za świetne doświadczenie. W dodatku odbywa się w bardzo pięknej części Włoch, w Dolomitach, a muzyka prezentowana jest w interesujących okolicznościach przyrody, pod księżycem, wśród skał itd. Potem jadę do Perugii na Umbria Festival – festiwal zgoła inny, jeden z największych w Europie, a nawet na świecie, gdzie występuje wielu sławnych muzyków, koncerty trwają non stop przez 10 dni, jest to istny maraton, wykańczający, ekscytujący, nie dosypiasz... Mam szczęście relacjonować ten festiwal od dawna i tym razem również się na to cieszę. Także to są moje najbliższe plany.

 Thomas, dziękuję Ci bardzo za interesującą rozmowę i podzielenie się z nami swoimi przemyśleniami. Powodzenia ze wszystkimi Twoimi planami i do zobaczenia podczas kolejnej edycji Konkursu im. Jarka Śmietany w 2021 roku! 


Organizator:

We współpracy: