Aktualności

David Rourke, ZWYCIĘZCA 1 NAGRODY W KONKURSIE ŚMIETANY w 2019 ROKU w rozmowie z Agnieszką Grochowicz

English version

David Rourke obecnie studiuje w słynnej Juilliard School w Nowym Jorku. Podobnie jak całe środowisko muzyczne, pandemia dotknęła także i jego - w zeszłym roku większość zajęć na uczelni odbywała się przez platform Zoom, zaś zaplanowane koncerty zostały odwołane.

Chcąc produktywnie wykorzystać ten czas, David zajął się transkrypcją utworów. Poświęcił się także komponowaniu, co przynosi mu ogromną satysfakcję. W nadchodzącym 2022 roku artysta ma nadzieję wydać autorski album z muzyką skomponowaną głównie podczas pandemii. Mimo trudnych czasów pozostaje optymistą i z radością patrzy w przyszłość.

Dziś prezentujemy Państwu rozmowę, jaką odbył z Agnieszką Grochowicz po zajęciu pierwszego miejsca w Międzynarodowym Konkursie Gitary Jazzowej im. Jarka Śmietany w Krakowie w 2019 roku.

Co takiego ma w sobie gitara, czego nie mają inne instrumenty? Dlaczego wybrałeś właśnie ją?

Każdy instrument jest inny. Nie uważam, żeby gitara była lepsza od innych instrumentów, natomiast uwielbiam w niej to, że jest instrumentem polifonicznym podobnie jak fortepian, a jednocześnie pozwala na kształtowanie dźwięku w stopniu większym niż w jego wypadku. Możesz nagiąć nutę, zagrać ją na innej strunie, bliżej mostka, gryfu etc. Wszystkie te wybory składają się na twój dźwięk. Jeszcze w większym stopniu sprawdza się to w wypadku saksofonu. Granie na instrumencie dętym daje dużo przestrzeni dla osobowości, nie znajdziesz dwóch tak samo brzmiących saksofonistów. Ale nie możesz zagrać akordu. Gitara łączy najlepsze z obu tych światów. Gram na gitarze przede wszystkim z miłości do niej - jest instrumentem przez który mogę wyrazić siebie najlepiej. Zacząłem grać na gitarze, kiedy dostałem ją na Gwiazdkę.

Czy pochodzisz z muzykalnej rodziny, takiej gdzie na przykład każdy gra na jakimś instrumencie? Czy jako dziecko miałeś dużo kontaktu z muzyką?

Tak, pochodzę z muzykalnej rodziny. Moja mama gra na skrzypcach, a tata jest perkusistą. Na lekcje pianina zacząłem uczęszczać w wieku 5 lat. Miałem dużo kontaktu z muzyką jako dziecko – głównie z taką, której słuchali moi rodzice.

Wygrałeś Konkurs Jarka Śmietany prawie cztery miesiące temu. Co wydarzyło się od tego czasu w Twoim życiu artystycznym?

Jest wspaniale! Konkurs był dla mnie centralnym punktem tegorocznego lata. Teraz rozpocząłem trzeci i ostatni rok na montrealskim Uniwersytecie McGill. No i naprawiłem gitarę!

*Gitara Dawida uległa wypadkowi podczas próby, dosłownie 2 godziny przed finałem. Dodatkową trudnością okazał się fakt, że gitarzysta jest leworęczny i  instrument taki jest niezwykle trudny do znalezienia. Jednak cud się zdarzył i stosowną gitarę znaleźliśmy!

Czy brałeś udział w wielu konkursach wcześniej? Czym one dla Ciebie są?

To był mój pierwszy konkurs. Chciałem czegoś takiego doświadczyć. Nie wiem czy konkursy są dla wszystkich, ale uważam, że można w ich ramach znaleźć miejsce dla sztuki. Dobry wynik w konkursie może pomóc w rozwoju kariery.

Jak odebrałeś Kraków jako miasto? A konkurs?

Kraków jest piękny. Przyjadę tu jeszcze kiedyś. Jednym z najfajniejszych punktów pobytu było chodzenie po Krakowie z Silvanem Joray’em (finalista konkursu ze Szwajcarii, laureat jednej z dwóch nagród specjalnych dyrektora Konkursu Witolda Wnuka) ostatniego dnia naszego pobytu tutaj. A Konkurs poszedł mi niebywale gładko. Był pięknie zorganizowany i prowadzony. Czuje się szczęściarzem, że było mi dane być jego częścią.

Czy Ty w ogóle stresujesz się przed występami? W Krakowie wyglądałeś na naprawdę opanowanego, zarówno na scenie jak i poza nią, kiedy Twoja gitara zepsuła się tuż przed Finałem. Jak Ty to robisz?!

Nie wiem...myślę, że mam szczęście. Zazwyczaj umiem zachować spokój w stresujących sytuacjach. W tamtym momencie wiedziałem, że kiedyś będę wspominał tę sytuację i się z niej śmiał, więc postanowiłem skupić się na tej myśli. Czasami zdarza mi się stresować przed występami, ale nigdy zanadto. Występowałem przed ludźmi od kiedy tylko zacząłem grać na instrumencie i lubię ten dreszczyk emocji.

Jakie płyty zabrałbyś na bezludną wyspę? Takie, które wywarły szczególny wpływ na Ciebie? Powiedzmy siedem. I czemu?

To bardzo trudne pytanie i jestem przekonany, że jeśli zadałabyś mi podobne pytanie za miesiąc, odpowiedź byłaby inna. Teraz odpowiedziałbym tak:

- Sonny Rollins and The Contemporary Leaders: trudno wybrać jakąś jedną rzecz z dyskografii Sonny Rollinsa, ale ta właśnie płyta jest dla mnie bardzo szczególna. Tyle tam poczucia humoru, podniecenia, ale i melancholii. Niektóre ze standardów gra na tej płycie jak nikt inny.  Niektóre z utworów grane są w sekstecie, inne w kwintecie, kwartecie czy trio. Zespół jest niesamowity: Shelly Manne, Leroy Vinnegar, Hampton Hawes, Barney Kessel i na jednej ze ścieżek -  Victor Feldman.

- Trzecia Symfonia Beethovena pod batutą Leonarda Bernsteina (Filharmonicy Nowojorscy):  Zabrałbym najchętniej wszystkie symfonie Beethovena, ale jeśli mógłbym zabrać tylko jedną, to byłaby to Eroica.

- Bob Dylan, Blood on the Tracks: Mój ulubiony album Dylana. Na wyspie bezludnej spędziłbym dużo czasu czytając i analizując wszystkie teksty piosenek z tej płyty (Tangled Up in Blue, Shelter from the Storm, etc.). Sama muzyka też jest wspaniała.

- The Beach Boys, Pet Sounds: muzyka i harmonia wokalna są niesamowite. Niektóre z modulacji zaskakują i bawią mnie po dziś dzień.

- Steely Dan, Aja: mój ulubiony album jednej z moich ulubionych grup rockowych. Grają na nim także muzycy tacy jak Victor Feldman, Wayne Shorter, Steve Gadd, etc.

Czy jesteś stu-procentowym racjonalistą, czy może wierzysz w przeznaczenie, magię i podobne rzeczy? Masz jakieś rytuały przed występami? Czy przyjąłeś na przykład fakt, że Twoja gitara zepsuła się przed samym finałem za dobry czy zły znak? Bo ja pomyślałam wtedy „Po czymś takim on musi wygrać ten konkurs”!

Nie wiem, czy wierzę w takie rzeczy, a w każdym razie nie mam żadnych rytuałów przed-występowych. Wiem, co masz na myśli, mówiąc, że zepsucie się instrumentu tuż przed finałem mogłoby być jakimś znakiem, bo to rzeczywiście dziwne, że jedyny raz, kiedy się poważnie zepsuła, to właśnie przed finałem konkursu gitarowego. Moja leworęczność z pewnością nie ułatwiła sprawy. Wydaje mi się, że to po prostu zbieg okoliczności z pozytywnym zakończeniem. Oczywiście, kiedy to się wydarzyło, myślałem o tym bardzo negatywnie. Niedługo potem zdałem sobie sprawę z tego, że jeśli znajdziemy rozwiązanie, a ja będę myślał pozytywnie – wszystko będzie w porządku. Twoje działania, Agnieszko uratowały mnie tego dnia!

Czym jest dla Ciebie muzyka?

Podobnie, jak dla wielu innych osób – muzyka jest moim życiem! To często pierwsze o czym myślę po przebudzeniu i ostatnia myśl przed snem. To moja najulubieńsza rzecz na świecie. Dzięki muzyce spotkałem tylu niesamowitych ludzi, nauczyłem się też mnóstwo o sobie i o życiu, szczególnie dzięki jazzowi. Widzę dużo paraleli między jazzem i uczeniem się go, a życiem.

Masz jakieś zawodowe marzenia, którymi chciałbyś się z nami podzielić?

Chciałbym się przeprowadzić do Nowego Jorku i żyć z grania. Chciałbym grać z muzykami, których podziwiam. Lubię też uczyć i kiedyś chciałbym uczyć w jakiejś świetnej szkole. Chciałbym też podróżować po świecie grając. 


Organizator:

We współpracy: